Do kogo „należy” Auschwitz?
Czym dziś jest Auschwitz? To jest pytanie, które trzeba zadać na początku, aby w ogóle wejść w temat przynależności. Różne pojęcia określają przestrzeń Auschwitz. Byli więźniowie, którzy tworzyli to Miejsce Pamięci po wojnie, nazwali swój projekt słowem Muzeum. Potem, w latach 60., postawiono w Birkenau Pomnik, jakby ruiny obozu nie wystarczały dla upamiętnienia. Następnie pojawiła się koncepcja, że jest to największy Cmentarz świata. Wreszcie pojawiła się nazwa Miejsce Pamięci. To określenie jest neologizmem, który może najlepiej oddaje niezdolność nazywania rzeczy po imieniu.
Z wszystkich podobnych miejsc w Europie to jedno jest wpisane na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Wpis zaznaczał, że to miejsce ma być reprezentatywne dla innych tego typu obiektów i że inne nie będą już wpisywane. Nie wiem, co znaczy „tego typu obiektów”. Czy chodzi o inne Vernichtungslagern? Czy o cały system obozów koncentracyjnych? Czy GUŁAG jest w tą typologię włączony? W zapisie „inne tego typu obiekty” umieszczonym na tej ogólnoświatowej liście spotykamy prawne ujęcie Auschwitz jako najszerzej rozumiane dziedzictwo człowieka i ludzkości, a zatem dotykamy w sposób namacalny zagadnienia przynależności.
Można to rozpatrywać na bardzo różnych płaszczyznach, które się nie wykluczają: historycznej, politycznej, empatycznej, również moralnej lub zadaniowej. W tej złożoności płaszczyzn rozwija się pewien subiektywizm, który w tym miejscu jest zupełnie normalny i naturalny. Przed tym subiektywizmem nie możemy w tym miejscu uciekać, ponieważ ludzie mają prawo czuć się z tym miejscem mniej lub bardziej związani. W Auschwitz krzyżują się dzisiaj niewątpliwie różne pamięci. Czym innym była zagłada narodu żydowskiego, a czym innym historia obozu koncentracyjnego. I tej różnicy nie trzeba chyba dziś wyjaśniać. Jeden ocalały Żyd pamięta 40, 50 osób ze swojej rodziny, które tam skończyły i nie ocalały. A wśród innych ofiar dziesiątki osób żyjących wspominają tego jednego kuzyna, który tam zginął, jako więzień np. polityczny. To są skrajnie inne sytuacje społeczne.
Różnice bywają również polityczne, ideowe. Dla niektórych będzie to przede wszystkim miejscem edukacji. Są wspólnoty, dla których Auschwitz pełni bardzo istotną rolę tożsamościową. Myślę tutaj o diasporze żydowskiej, w pewnym stopniu także o Romach. W Polsce jest to symbol w dużej mierze niepodległościowy, chociaż trzeba pamiętać, że Polska ma również różne historie Auschwitz. Bo czym innym jest to miejsce dla elit, które stanowiły większość więźniów w pierwszym okresie. Czym innym dla mieszkańców Zamojszczyzny, którzy trafiali tam w celach eksterminacyjnych. A czym innym jeszcze dla mieszkańców Warszawy po Powstaniu Warszawskim. Wreszcie czymś zupełnie innym dla ludzi z łapanek w tramwajach, którzy zupełnie nie wiedzieli dlaczego tam trafiali, nie będąc zaangażowanymi w żadną działalność ruchu oporu. Wielkim przeżyciem jest to miejsce oczywiście dla Niemców. Ich obecność tam, często bardzo pomocna, stwarza głębokie relacje interpersonalne z tym miejscem. Dla katolików, chrześcijan jest to jeszcze pewne odniesienie do świata męczeństwa, świętości, która w tym miejscu się objawia i tego też nie można pominąć.
W tej różnorodnej perspektywie można łatwo zrozumieć dlaczego lata 90., po upadku komunizmu, były latami tak trudnych konfliktów. Raptem wszystkie te pamięci spotkały się w tym miejscu i zaczęły się wzajemnie dostrzegać. Mam nadzieję, że dziś staliśmy się dzięki temu mądrzejsi.
Wśród wszystkich przynależności, najjaskrawsza jest przynależność do tych, których popioły są z tą ziemią zmieszane. Pamięć i przynależność spadkobierców ofiar jest tą pierwszą pamięcią i tą pierwszą przynależnością, przede wszystkim oczywiście świata Żydów, ale i Polaków, Romów, jeńców z Armii Czerwonej.
Auschwitz jest oczywiście symbolem Zagłady, ale i największym obozem koncentracyjnym. Dlatego grupy, które dzisiaj przyjeżdżają, identyfikują z tym miejscem też i inne historie, które w tym miejscu nie zdarzały się może tak często, jak gdzie indziej. Księża ginęli częściej w Dachau, ale w tym miejscu są wspominani. Kobiety w Ravensbrueck. Niemieccy homoseksualiści czy świadkowie Jehowy też w innych obozach - Dachau, Sachsenhausen, Oranienburg, Flossenbuerg. Zgładzeni niepełnosprawni, którzy w ogóle nie ginęli w obozach, lecz często w przyszpitalnych konstrukcjach czy ciężarówkach spalinowych, też są w tym miejscu wspominani.
A co dopiero rzec o drugiej stronie drutów? W Auschwitz było ok. 8 tys. wolnych ludzi - SS, Gestapo, którzy tam pracowali. Historycy szacują, że w całym systemie obozów było ich ok. 70 tys., z czego 1600-1700 zostało po wojnie oddanych sądom. Znakomita większość dostała kary rzędu 3 lata, 5 lat, często w zawieszeniu. Tą świadomość też trzeba mieć i rodzi to wielowarstwowe i głębokie pytanie o przynależność miejsca.
I skoro mówimy o sprawcach pozostaje jeden bardzo delikatny problem. Ofiara, więzień w swoim doświadczeniu obozu mógł mieć jednocześnie doświadczenie bycia sprawcą, ponieważ system był tak skonstruowany. Kapo, Blockältester, kolega z pryczy mógł być w pewnym momencie sprawcą, bo uderzył, ukradł chleb, zadenuncjował, nie pomógł itd. I tutaj dotykamy już esencji człowieczeństwa, czegoś z czym każdy z nas może się we własnym życiu spotkać. Że nie jest się wyłącznie tym nienagannym człowiekiem, że ma się różne oblicza.
W okolicach 60. rocznicy wyzwolenia obozu funkcjonowała teza, że to Miejsce Pamięci już przechodzi do historii Europy, że już wszystko zostało powiedziane… A widzimy choćby po frekwencji, że ludzie nadal szukają odpowiedzi. W ciągu ostatnich 5 lat liczba osób odwiedzających to miejsce rocznie się podwoiła. W ubiegłym roku osiągnęliśmy najwyższy rezultat w odwiedzinach od II wojny światowej. Kilka lat temu pojawiła się w statystykach odwiedzin zupełnie nagle Korea Południowa – dziś prawie 40 tys. zwiedzających rocznie. Prawie tyle, co Francja lub Izrael. Oto, wraz z Koreą, kompletnie inny świat i inna historia. Mandżuria, Chiny, Japonia, Korea mają swoje dramaty II wojny światowej. A jednak przyjeżdżają w to miejsce. W latach 90. Auschwitz był symbolem przede wszystkim dla Europy, Izraela i Ameryki Północnej. Oto teraz, na naszych oczach, zaczyna funkcjonować jako symbol na miarę naprawdę całego świata.
Frekwencja ma dwa końce. Są też obszary geograficzne, polityczne i historyczne, które nie czują związków z Auschwitz albo nie chcą tego manifestować. Przede wszystkim chciałbym wskazać na Austrię, która jest pewnym problemem. 3 tys. osób w ubiegłym roku, przy 60 tys. Niemców czy 56 tys. Włochów. Jeśli z Austrii przyjeżdża 3 tys. osób, a z Czech prawie 25 tys. to znaczy, że stoimy w obliczu problemu edukacyjnego, tożsamościowego, który nie został przezwyciężony i musimy się nad tym wspólnie zastanowić. Podkreślam: wspólnie. Afryki i świata arabskiego nie ma prawie w ogóle. To problem w kontekście dzisiejszych wyzwań. Rezultatem tego zaniedbania jest powstanie nowej geografii negacjonizmu.
Ważnym elementem będzie w przyszłości fakt, że w dzisiejszej Europie wyznacznik narodowościowy przestaje być najważniejszym punktem odniesienia dla własnej tożsamości. Są grupy mieszane, które chcą odnaleźć się w tym Miejscu w inny sposób - jako lekarze, prawnicy, księża.
Są i inne wyznaczniki przynależności subiektywnej – konkretna dbałość o utrzymanie Miejsca. Od lat połowa budżetu tego Miejsca jest wkładem rządu polskiego. Druga połowa wypracowywana jest przez muzeum, pojedyncze procenty to pomoc zagraniczna. A przecież przynależność jest związana właśnie z odpowiedzialnością, jest zatem przede wszystkim problemem moralnym.
Kończąc chciałbym poruszyć kwestię partycypacji – to może najważniejsze pytanie wynikające z przynależności i z odpowiedzialności. Gdy widać zdjęcia z wyzwolenia obozu, nie można nie myśleć o reportażach z Ruandy. I pada pytanie nie o te dwa wydarzenia, ale o naszą bierność. W idei partycypacji społecznej człowiek jest powiązany z tym, co współtworzy, z tym co buduje, w co się angażuje, z tym czego cele wypełnia. Przynależność do tego miejsca czy przynależność tego miejsca do konkretnego człowieka byłaby zatem wypełnieniem celu, który brzmi nigdy więcej. A tymczasem miliony osób odwiedzają to miejsce i inne tego typu miejsca – Yad Vashem, czy US Holocaust Memorial Museum. I te miliony osób siedzą potem przed telewizorami, oglądają doniesienia z Darfuru i nie widzą powiązania. Żyjąc w wolnych państwach, krytykują tych, którzy nic nie robili w czasach Hitlera. W kilka tygodni później jednak, wróciwszy do domu, sami nie robią zupełnie nic wobec innych tragedii świata.
Także odpowiadając na zadane mi pytanie, powiedziałbym, że Auschwitz jako Miejsce Pamięci jest w dramatyczny sposób wspólne, oraz w dramatyczny sposób niczyje. Nadal, niestety.
dr Piotr Cywiński (ur. 1972) – historyk, dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, członek Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Działacz katolicki, były prezes Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie.