Katyń w pamięci Europejczyków
Katyń od momentu pojawienia się w obiegu publicznym w 1943 r. nazwy tej niewielkiej miejscowości, położonej ok. 15 km od Smoleńska, stał się symbolem jednej z najbardziej odrażających i okrutnych zbrodni, popełnionych przez reżim sowiecki na prawie 22 tysiącach obywateli Polski – bezbronnych jeńcach wojennych, a także towarzyszącego jej perfidnego kłamstwa.
Katyń to tylko jedno z wielu miejsc sowieckich zbrodni. Stał się on jednak symbolem. Na mocy decyzji najwyższych władz państwowych i partyjnych Związku Sowieckiego z 5 marca 1940 roku zgładzono 21 857 starannie wyselekcjonowanych przez NKWD obywateli polskich. Nie zginęli w walce, ani też nie zostali skazani w prawomocnym procesie. Decyzją Biura Politycznego KC WKP(b), której tekst poznaliśmy dopiero 15 lat temu, władze sowieckie dosłownie zmasakrowały elitę narodu polskiego. Większość zamordowanych wówczas przez NKWD oficerów i policjantów nie było zawodowymi wojskowymi. Stanęli w obronie napadniętego we wrześniu 1939 roku przez dwa sąsiednie mocarstwa kraju jako jego zmobilizowani obywatele. W codziennym życiu byli profesorami wyższych uczelni, nauczycielami, adwokatami, sędziami, lekarzami, przedsiębiorcami, właścicielami ziemskimi, dziennikarzami, pisarzami, itp. Wszyscy zginęli, bo byli, jak napisano w „uzasadnieniu” zbrodniczej decyzji, „zatwardziałymi, niepoprawnymi wrogami władzy sowieckiej”.
Dokument o likwidacji tysięcy jeńców wojennych – obywateli innego państwa, z którym Związek Sowiecki nie pozostawał w stanie wojny – pozostaje szczególnym, jednoznacznym i niebudzącym wątpliwości świadectwem oskarżającym system komunistyczny, który gwałcąc prawo międzynarodowe, nie wahał się popełnić najcięższego przestępstwa – zbrodni wojennej i zbrodni przeciwko ludzkości. Co charakterystyczne, zbrodnia ta, popełniona z motywów wyłącznie politycznych, jako jedna z nielicznych masowych zbrodni okresu II wojny światowej nie została dotąd osądzona i napiętnowana przez społeczność międzynarodową. Nieodłącznym jej składnikiem było bowiem kłamstwo i przedkładanie interesów politycznych nad wartości najwyższe – prawdę i sprawiedliwość. Dominującym zjawiskiem „sprawy katyńskiej” stała się jednak także walka Polaków o przekazanie wolnemu światu prawdy o losach współbraci, którzy padli ofiarą sowieckiego reżimu oraz o jego zbrodniczym obliczu.
Odkrycie grobów w Lesie Katyńskim, a w szczególności przeprowadzona wiosną 1943 r. przez komisję niemiecką i Komisję Techniczną PCK ekshumacja ofiar zbrodni, pokazała – na ile to było w ówczesnych warunkach możliwe – rozmiar i okrucieństwo dokonanej przez Sowietów zbrodni. Oświadczenie przebywającej w kwietniu 1943 r. w Katyniu Międzynarodowej Komisji Lekarskiej, ciała złożonego z uznanych w świecie autorytetów w dziedzinie antropologii i medycyny sądowej, było właściwie pierwszym – i na długo jedynym – tak jednoznacznym i wiarygodnym głosem wskazującym w sposób bezsporny na właściwych sprawców mordu. Wnioski Komisji Lekarskiej i wyniki prac ekshumacyjnych Komisji Technicznej Polskiego Czerwonego Krzyża były nad wyraz przekonujące, choć dla aliantów bardzo niewygodne. Oskarżenie sojusznika o kłamstwo w sytuacji, gdy dźwigał właśnie główny ciężar działań wojennych, było ponad możliwości zachodnich mocarstw. Pozostawiło to władzom sowieckim margines swobody i możliwości podjęcia działań mających na celu zdyskredytowanie ustaleń członków Komisji Międzynarodowej. Niemal natychmiast po odbiciu Smoleńska z rąk niemieckich, powołały one sowiecką komisję pod przewodnictwem członka Sowieckiej Akademii Nauk Nikołaja N. Burdenki. Przygotowała ona opublikowany szeroko w prasie sowieckiej i zagranicznej oraz wydany w wielotysięcznym nakładzie w postaci odrębnej broszury komunikat, mówiący o winie nazistowskich Niemiec. Ustalenia sowieckiej komisji były obowiązujące w państwach bloku sowieckiego aż do 1990 roku, do momentu przyznania się władz sowieckich do odpowiedzialności za Katyń.
W 1943 r. przez prasę europejską, tę ukazującą się pod okupacją niemiecką i w krajach nieokupowanych, ale także w USA i na całym kontynencie amerykańskim, przetoczyła się fala publikacji omawiających odkrycie grobów w Lesie Katyńskim. Większość z nich wskazywała na Związek Sowiecki jako odpowiedzialny za mord na polskich oficerach. Doniesienia wywiadów amerykańskiego i brytyjskiego również nie pozostawiały złudzeń co do właściwych sprawców zbrodni. Władze brytyjskie i amerykańskie posiadały pełną i dobrze udokumentowaną wiedzę, a także wiele wiarygodnych i kompetentnych ekspertyz m.in. raport ambasadora Owena O’Malleya, utajniony przez Brytyjczyków aż do 1972 roku; ekspertyzę admirała George’a Howarda Erle’a (zesłanego w związku z tym na Samoa), bliskiego przyjaciela Prezydenta USA czy raport płk. Johna Van Vlieta, naocznego świadka, którego Niemcy w 1943 roku przywieźli z oflagu do Katynia. Mimo to przywódcy obu mocarstw starali się – zresztą niezwykle skutecznie – sprawę wyciszyć. Władze polskie na obczyźnie, dążące do wyjaśnienia losu swoich obywateli, poddane zostały naciskowi Londynu i Waszyngtonu. W sprawie katyńskiej Polska pozostała osamotniona; Europa i świat wolały milczeć.
Rząd RP na uchodźstwie za dążenie do wyjaśnienia okoliczności śmierci tysięcy polskich obywateli, został przez władze Związku Sowieckiego oskarżony o współdziałanie z nazistowską Trzecią Rzeszą. Ceną, jaką zapłaciła Polska za próbę wyjaśnienia i ujawnienia prawdy o zbrodni, było zerwanie stosunków dyplomatycznych z polskim rządem przez Związek Sowiecki i w praktyce wyeliminowanie Polski jako suwerennego podmiotu z grona państw alianckich. Hipokryzja przywódców Wielkiej Brytanii i USA, którzy akceptowali działania władz sowieckich i jednocześnie wywierali presję na rząd RP, by w imię wyższych celów wojennych zaniechał dochodzenia prawdy o tragicznym losie swoich obywateli, przyczyniła się także do wyeliminowania wiedzy o zbrodniach sowieckiego totalitaryzmu w społeczeństwach zachodnich demokracji.
Amerykańskie Biuro Informacji Wojennych (OWI) prowadziło intensywną kampanię propagandową, mającą na celu wsparcie Związku Sowieckiego jako sojusznika wojennego USA, a także pokazanie Stalina jako wiernego i mądrego sprzymierzeńca. Na łamach czołowych gazet amerykańskich sowiecki dyktator jawił się jako łagodna, niemal świątobliwa postać, z niezwykłym zmysłem wojskowym i „wspaniałą wolą oporu”. Rozważania publicystów amerykańskich szły tak daleko, iż np. „Life” poświęcił cały numer Związkowi Sowieckiemu, opisując go jako kraj bardzo podobny do Stanów Zjednoczonych, gładko tłumacząc okrucieństwa Stalina skutecznością w realizacji np. programu kolektywizacji. Według „Life”, NKWD – tajna sowiecka policja polityczna, była po prostu „policją narodową podobną do FBI”, której zadaniem było „tropienie zdrajców”. Co ciekawe, w 1943 r., gdy ujawniono groby ofiar NKWD w Lesie Katyńskim, Stalin został wybrany człowiekiem roku magazynów „Time” i „Life”.
Oczywiście, nie wszystkie gazety amerykańskie i nie wszyscy amerykańscy dziennikarze dołączyli do chóru tych, którzy próbowali Związek Sowiecki i Stalina przyrównać do demokracji zachodnioeuropejskich. Wśród takich właśnie gazet znalazł się m.in. „Christian Science Monitor” (korespondent w Moskwie William Henry Chamberlin), który zwracał uwagę na ignorowanie oczywistych faktów z historii Związku Sowieckiego i wybielanie człowieka, „którego rejestr zbrodni na rodakach jest dłuższy niż Hitlera”.
W USA panowała wręcz moda na wychwalanie i pokazywanie w pozytywnym świetle Związku Sowieckiego, jego dokonań i samego Stalina. Wpływy środowisk lewicowych i zręczna propaganda administracji Roosevelta doprowadziły nawet do tego, iż największe wytwórnie filmowe kręciły filmy fabularne wychwalające sowiecką rzeczywistość. Roosevelt i jego rząd dość skutecznie starali się ukryć brutalność i okrucieństwa Sowietów wobec Polaków i społeczeństw podbitych krajów.
Nie inaczej było w Wielkiej Brytanii, gdzie naciski Churchilla spowodowały znaczne rozszerzenie działań brytyjskiej cenzury wojennej, eliminującej niemal wszystkie objawy krytyki sowieckiego sojusznika. Energiczna kampania rządowa w zawrotnym tempie umacniała w społeczeństwie brytyjskim powszechny szacunek dla Rosjan, Związku Sowieckiego i Stalina. Nie tolerowano żadnych prób podważenia wizerunku sowieckiego sprzymierzeńca. Gdy w 1943 roku najwybitniejszy brytyjski pisarz polityczny George Orwell przedłożył wydawcom Folwark Zwierzęcy, ciętą satyrę na sowiecki totalitaryzm, niemal wszyscy ją odrzucili. Orwell, wojujący socjalista, a jednocześnie bezkompromisowy bojownik o swobodę i prawa jednostki, już wcześniej zarzucał brytyjskim lewicowym intelektualistom i prasie wybielanie sowieckich metod totalitarnych.
Atmosfera powszechnej akceptacji i poparcia dla Związku Sowieckiego w społeczeństwach państw europejskich, wzmocniona zwycięstwem nad III Rzeszą spowodowała, iż sprawa katyńska właściwie zniknęła z łamów prasy wolnego świata. Pozwoliło to sowieckim prokuratorom podnieść ją w trakcie procesu przywódców III Rzeszy przed Międzynarodowym Trybunałem Wojennym w Norymberdze. Oskarżyli oni Niemców o dokonanie mordu na tysiącach polskich oficerów, kwalifikując zarazem ten czyn jako akt ludobójstwa. Ogłoszony 30 września i 1 października 1946 r. wyrok Trybunału Norymberskiego nie przypisał jednak Niemcom odpowiedzialności za zbrodnię w Katyniu, a strona sowiecka nie wniosła tu zastrzeżeń.
W tym samym czasie, wykorzystując swoje wpływy w Europie, Sowieci spowodowali szereg nacisków – przez środowiska lewicowe – na osoby zaangażowane w ujawnienie prawdy o Zbrodni Katyńskiej. Niezwykle ostro byli atakowani członkowie Międzynarodowej Komisji Lekarskiej, którzy przez swoją obecność w 1943 r. w Lesie Katyńskim stali się depozytariuszami strasznej prawdy o sowieckiej zbrodni. Niektórych z nich prześladowano lub napiętnowano jako współpracowników faszystów. Inne były oczywiście losy członków MKL w krajach znajdujących się pod bezpośrednim wpływem ZSRR, którzy poddani zostali bezpośredniemu naciskowi, inne zaś w krajach tzw. wolnego świata, choć i tam sięgnęły macki sowieckich wpływów. Przykładem niech będzie los prof. Vincenzo Palmieri, Włocha. Mimo nacisków i brutalnych oskarżeń środowisk lewicowych nie wyparł się swych przekonań o sowieckiej odpowiedzialności za Zbrodnię Katyńską.
Niezwykle ważnym etapem walki o prawdę katyńską było powołanie w 1951 roku przez Izbę Reprezentantów Kongresu USA Komisji pod przewodnictwem Raya S. Maddena, która zgromadziła ogromny materiał dokumentacyjny i przesłuchała dziesiątki świadków. Efektem tych działań był przedstawiony Kongresowi 12 lipca 1952 roku raport ustalający bezspornie winę Związku Sowieckiego za masakrę w Katyniu. Zgromadzony materiał dowodowy przedłożono Zgromadzeniu Ogólnemu ONZ, w celu wszczęcia postępowania przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości. Wniosek ten pozostał jednak bez dalszego biegu. Świat, czy raczej nim rządzący, pozostali obojętni na prawdę.
Działo się tak przez kilkadziesiąt lat. Próby wyjaśnienia okoliczności Zbrodni Katyńskiej i przybliżenia jej światowej opinii publicznej podejmowali też, ryzykując wiele, nieliczni opozycjoniści w bloku komunistycznym. Także nieliczni publicyści i historycy wolnego świata. Wszystkie one były, na szczęście nie zawsze skutecznie, zwalczane przez sowieckie służby.
Faktycznie rzecz biorąc, w okresie powojennym Zbrodnia Katyńska nie istniała jednak w świadomości społeczeństw wolnego świata. Pisali o niej jedynie autorzy polscy. W 1948 r. ukazała się na Zachodzie Zbrodnia Katyńska w świetle dokumentów, stanowiąca swoistą „białą księgę” dotyczącą zbrodni. W 1949 roku ukazała się po niemiecku książka Józefa Mackiewicza (był w 1943 r. w Lesie Katyńskim) Katyń – ungesühntes Verbrechen, wydana w Zürichu, a w 1962 r. – książka Janusza Zawodnego Heath in the forest, wydana w USA.
Były to pozycje niezwykle ważne, funkcjonujące jednak raczej jedynie w środowiskach polskich na emigracji lub w bardzo wąskim gronie specjalistów na zachodzie Europy i w Ameryce, zajmujących się sowietologią bądź zbrodniami systemu komunistycznego. Charakterystyczne, że jeszcze w 1964 roku we Francji ukazała się drukiem powieść francuskiej komunistki, zresztą byłego oficera Armii Sowieckiej, pt. Jaskółki wiosny 1943, potem także artykuł w poczytnym francuskim periodyku historycznym. Autorka w obu tych publikacjach przypisała Zbrodnię Katyńską Niemcom. Jeszcze długo po wojnie pojawienie się tego rodzaju publikacji było możliwe i spotykało się z dobrym przyjęciem przez społeczeństwo francuskie, formowane w dużej mierze przez opinię lewicowych środowisk intelektualnych i Francuską Partię Komunistyczną.
Do pozytywnych wyjątków należał francuski historyk i prawnik, a zarazem pisarz i publicysta, zajmujący się historią i kulturą Polski, Henri de Montfort. Wiele lat swoich zainteresowań i pracy twórczej poświęcił gromadzeniu materiału dokumentującego masakrę katyńską. Już po jego śmierci, w 1966 r., ukazała się we Francji książka Masakra Katyńska, pierwsza tak obszerna monografia Zbrodni Katyńskiej, opracowana przez cudzoziemca i wydana na Zachodzie Europy. Józef Czapski – więzień obozu NKWD w Starobielsku, jeden z najważniejszych świadków tragedii katyńskiej, napisał o niej: „Chciałoby się powiedzieć – pierwsza książka o Katyniu tego typu, tej klasy i tej jednocześnie dla cudzoziemców czytelności”.
Książka H. de Montforta stała się wydarzeniem, była bowiem pierwszą wydaną na Zachodzie monografią sprawy Katynia, oskarżającą Sowiety, napisaną przez autora nie-Polaka. Montfort występował przeciw większości europejskiej opinii publicznej, która przez dziesięciolecia nie była przekonana o sowieckiej winie i odpowiedzialności za Zbrodnię Katyńską.
Opinia publiczna na Zachodzie chętnie godziła się na wersję, iż zbrodni w Katyniu dokonali Niemcy. Zresztą niemal nikomu nie chciało się dochodzić prawdy. Dowodem na taki stan rzeczy jest fakt, iż właściwie nie istnieją opracowania nie tylko naukowe, ale nawet publicystyczne tej sprawy, która raczej nie gościła na łamach europejskich czasopism i wysokonakładowych dzienników. Ta smutna konstatacja pokazuje, iż środowiska opiniotwórcze w państwach zachodniej Europy właściwie wyeliminowały to zagadnienie ze świadomości Europejczyków. Tylko dzięki uporowi i konsekwencji nielicznych publicystów oraz ludzi posiadających realną wiedzę na temat prawdziwego oblicza sowieckiego imperium o sprawie nie zapomniano. Wydarzenia w Polsce w 1980 i 1981 roku, a w szczególności wyczuwalny już początek końca komunizmu spowodowały, iż sprawa katyńska coraz częściej pojawiała się w publikacjach prasowych. Nowością stało się również to, iż jednocześnie wskazywano na Związek Sowiecki jako sprawcę śmierci ponad 20 tysięcy polskich obywateli.
Katyń stał się dla nas, Polaków, symbolem zbrodni dokonanej przez sowiecki totalitaryzm. Stał się również symbolem walki o prawdę. Prawda zawsze była i pozostanie fundamentem każdego wolnego i demokratycznego państwa. Jej poznanie i dążenie do niej jest nie tylko wyzwaniem, ale również nakazem moralnym dla każdego z nas.
Andrzej Przewoźnik (1963-2010) – historyk, wieloletni Sekretarz Generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Jeden z inicjatorów Europejskiej Sieci Pamięć i Solidarność. Zginął w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem w 2010 roku.