Ruch Solidarności – wolność dla Europy

20 August 2011
Andrzej Friszke

Powstanie „Solidarności” było wielkim wyzwaniem dla całej konstrukcji politycznej Europy pojałtańskiej. Konstrukcja owa była poddawana w powojennych dziesięcioleciach kilku testom ze strony społeczeństw dążących do wyzwolenia z zależności ZSRR i jej konsekwencji – systemu komunistycznego.

1. W roku 1956 – kryzys w Polsce, a zwłaszcza na Węgrzech obnażył pustkę strategii „wyzwalania”; Zachód zachował bierność wobec dążeń wolnościowych za „żelazną kurtyną”.

2. W roku 1968 – liberalizacja „Praskiej Wiosny” nie spowodowała znaczącego wsparcia Zachodu, zaś interwencja zbrojna nie zaburzyła kiełkującego procesu „detente”.

3. Polityka odprężenia (detente) z jednej strony oznaczała akceptację istniejącego podziału w Europie, ale z drugiej mogła krępować swobodę radykalnych działań reżimów po naszej stronie żelaznej kurtyny.

4. Związana z detente, ale wyeksponowana przez Cartera (Brzeziński) polityka obrony praw człowieka stanowiła dodatkowe skrępowanie i zobowiązanie przed jawnym cynizmem.

5. Pontyfikat Jana Pawła II od początku stanowił dowartościowanie dla Polaków, ale też innych narodów Europy Wschodniej.

Postawa mocarstw wobec kryzysu w Polsce w okresie 1980-81 wymaga wnikliwych badań, ale już obecnie można stwierdzić, że ani Wschód ani Zachód nie był przygotowany na rewizję obowiązującego status quo. Polska miała pozostać częścią bloku wschodniego, którego dalszego istnienia nikt nie kwestionował. Niemniej:

1. Ze strony mocarstw Zachodu podkreślano prawo Polaków do załatwiania swych spraw bez ingerencji z zewnątrz, w praktyce – interwencji sowieckiej;

2. Trudno przecenić zwłaszcza inicjatywę Stanów Zjednoczonych z grudnia 1980 r. przestrzegającą ZSRR przed interwencją w Polsce.

3. Podkreślając zasadę nie ingerowania w wewnętrzne sprawy Polski podnoszono jednak potrzebę dialogu między Polakami i uznania „S” za trwały element polskiej rzeczywistości,

4. Jednocześnie – wobec znanych ogromnych problemów ekonomicznych Zachód nie miał wizji ani politycznej odwagi, by zaplanować istotny plan pomocy ekonomicznej.

5. Nie doszło – o ile wiemy – do żadnej próby rozmów sygnatariuszy Jałty na temat Polski, co zresztą nie byłoby raczej możliwe wobec stanowiska ZSRR.

Podsumowaniem tego wyliczenia może być trafna chyba ocena polityki amerykańskiej dokonana przez wiceministra PRL Józefa Wiejacza na początku grudnia 1981 r.: „Zdemokratyzowana Polska, o uznanym pluralizmie politycznym (choć bez wolnej gry sił), będąca krajem socjalistycznym i członkiem Układu Warszawskiego jest pożądanym celem USA. Taka Polska promieniowałaby swoim wpływem na inne kraje socjalistyczne, nie wyłączając ZSRR. Oddziaływanie byłoby silniejsze, gdyby zostało poparte sanacją gospodarki.” Wiejacz dodawał, że ograniczenie pomocy ekonomicznej dla PRL wynika z niepewności dalszego rozwoju wewnątrzpolitycznego w Polsce (nie wiadomo do kogo ostatecznie ta pomoc by trafiła). Na początku 1981 r. prośba rządu PRL o pomoc finansową w wysokości 3 mld dol. (oraz ze stolic zachodnich dalszych 5 mld) została odrzucona. Gotowość zaangażowania ze strony innych mocarstw Zachodu była wyraźnie mniejsza, np. rząd RFN zachował powściągliwość w grudniu 1980 r., a jesienią 1981 r. przekazał władzom w Warszawie informację, że nie mogą liczyć na kolejną tak daleko idącą pomoc finansową.

Przywódcy i doradcy „Solidarności” w zasadniczym swym nurcie byli realistami, słusznie oceniali ograniczoność możliwych zmian w statusie Polski. Wybierali politykę „małych kroków”. „Solidarność” deklarowała samoograniczenie i respektowanie podziału Europy, unikała wypowiadania się o sprawach innych państw, akcentowała wolę budowania podmiotowości społeczeństwa polskiego w państwie nadal kontrolowanym przez komunistów, przynajmniej w zakresie sojuszy, dyspozycji armią i polityki zagranicznej. Taktyczność tych zapewnień była oczywista dla wszystkich. Odstępstwem od tego schematu było ustanowienie odrębnego toru w kontaktach z liderami świata zachodniego, głównie związkami zawodowymi, ale nie tylko. Podczas wizyt przywódców „Solidarności” w Rzymie, Paryżu i jesienią 1981 r. w RFN łamano obyczaj uzgadniania spotkań i wypowiedzi z placówkami dyplomatycznymi PRL. Odstępstwem szczególnie daleko idącym było „Posłanie do ludzi pracy Europy Wschodniej” uchwalone przez Zjazd „Solidarności” we wrześniu 1981 r., które choć nie było wyrazem politycznej kalkulacji odegrało w perspektywie rolę moralną, ułatwiając pozytywne relacje Polaków z ich sąsiadami.

Zamach 13 grudnia przerwał „polski eksperyment” i był próbą nawrotu do status quo ante. Moralne zobowiązania podjęte w epoce detente oraz w okresie „Solidarności” przez zachodnie mocarstwa nie pozwoliły jednak na powrót do polityki cynizmu. Doświadczenie zamachu na „Solidarność” było ważnym, może niezbędnym, czynnikiem przyspieszającym i określającym politykę prezydenta Reagana wobec ZSRR. Zmrożenie klimatu międzynarodowego i zaostrzenie wyścigu zbrojeń w warunkach rewolucji technologicznej były wyzwaniami, którym ZSRR nie mógł już sprostać.

Polski kryzys, trwający też po 1982 r., był jednym z istotnych czynników erozji systemu pojałtańskiego. Przyczyniał się również do osłabienia bloku sowieckiego wskutek trwającego cały czas w Polsce natężenia oporu, istnienia zorganizowanej opozycji, która utrzymywała kontakty z organizacjami, a nawet rządami świata zachodniego.

„Solidarność” była obecna w horyzoncie wyobrażeń ludzi Zachodu, co podtrzymywała prasa, ale także ogromna akcja humanitarna podejmowana ze szczególną intensywnością przez Niemcy. Wydaje się, że ta akcja przyczyniła się w decydującej mierze do przełamania nieufności między Polakami i Niemcami, co było kluczowym warunkiem pomyślności przemian 1989 r.

Pokonanie naturalnych w świecie polityki przyzwyczajeń i barier wymagało jednak wielu konkretnych i okresowo bardzo trudnych starań. W połowie 1985 r. w liście do ukrywającego się Zbigniewa Bujaka pisał Bronisław Geremek: „W międzynarodowej opinii publicznej utrwala się przekonanie, że musiało się stać tak, jak się stało 13 grudnia, i że sytuacja w Polsce powróciła już do wschodnioeuropejskiej normy. I to jest funkcja udzielanych przeze mnie wywiadów: że mogło być inaczej, że <S> istnieje, że <S> może być politycznym partnerem, że Polska jest i pozostanie odmienna od innych.”

Budowanie takiego przekonania było wynikiem wielu czynników, w tym oddziaływania Jana Pawła II. Wydaje się, że z jego aktywnością wiązać należy przełom 1986 r., a zatem uzależnienie przez rząd USA zniesienia wprowadzonych po 13 grudnia sankcji ekonomicznych od zwolnienia więźniów politycznych (w tym aresztowanego w połowie tego roku Bujaka) oraz uzależnienie przez Papieża przyjęcia w Watykanie Jaruzelskiego także od zwolnienia więźniów politycznych. Amnestia we wrześniu 1986 r. otworzyła możliwość jawnego, choć nadal nielegalnego, działania opozycji. Jaruzelski został w styczniu 1987 r. przyjęty w Watykanie, co odblokowało kontakty dyplomatyczne PRL na wysokim szczeblu, a także przyczyniło się do zniesienia wspomnianych sankcji. W czerwcu 1987 r. Jan Paweł II mógł złożyć kolejną wizytę w Polsce, która miała duże znaczenie dla ożywienia aktywności „Solidarności”. Liczne w 1987 r. wizyty zachodnich osobistości w Polsce uwzględniały odtąd spotkania z Wałęsą i jego doradcami.

Wyjście z polskiego kryzysu przez negocjacje i kompromis było zgodne z wyobrażeniami i priorytetami mocarstw Zachodu ukształtowanymi jeszcze w 1981 r. Co najmniej do jesieni 1989 r. nie zakładano rozpadu bloku wschodniego, a tylko jego pluralizację i ewolucję. Polska powinna podążać drogą stopniowych i opartych o możliwie szeroki konsensus reform demokratycznych. Zachód nie był też przygotowany do dźwignięcia różnorodnych problemów, z ekonomicznymi na czele, jakie wyniknąć musiały z szybkiego rozpadu bloku wschodniego. Proces ten musiał być rozłożony w czasie.

To, co powiedziano wcześniej prowadzi do wniosku, że zachowania przywódców „Solidarności” w roku 1989 były maksymalnie racjonalne i dobrze współgrały z wyobrażeniami i oczekiwaniami przywódców Zachodu, a jednocześnie nie prowokowały do kontrataku tych sił, które byłyby skłonne bronić imperium sowieckiego. Model polskiej transformacji stał się impulsem dla pobudzenia ruchów wolnościowych w NRD i w Czechosłowacji, choć nie wszyscy chcą to dzisiaj przyznać.

Przykład rebelii i samoorganizacji społeczeństwa wobec monolitycznego państwa oraz jego postępującej erozji był postrzegany przez inne społeczeństwa. Ukazały się przecież na całym świecie tysiące artykułów na temat „Solidarności”, także o ograniczoności i stopniowalności postulatów. Znana była pokojowa metoda protestu i nacisku, przy jego budowaniu drogą mobilizacji mas w spokojnym ale zdeterminowanym wystąpieniu. Podobne cechy samoorganizacji i protestu przyjmowały w końcu lat 80. inne ruchy, np. Sajudis albo ruch demokratyczny w NRD i Czechosłowacji. Czy była to nauka „Solidarności” czy własne doświadczenia – rzecz wymaga dalszych badań i analiz.

Komitet Obywatelski „Solidarność” jeszcze przed wyborami czerwcowymi przyjął oświadczenie w sprawach międzynarodowych, w którym pisano: „Deklarujemy gotowość współpracy ze wszystkimi siłami działającymi na rzecz pluralizmu i demokracji w Czechosłowacji, na Węgrzech, w ZSRR. Wyrażamy sympatię dla walczących o swe prawa narodów ZSRR, a zwłaszcza Białorusinów, Ukraińców i Litwinów. (...) Jednocześnie oświadczamy, że popieramy to, co służy umocnieniu jedności Europy i upowszechnieniu idei europejskiej. Polska nie może istnieć bez Europy, ale też nie ma pokojowej Europy bez Polski.”

Opcja przyjęta przez „Solidarność” w 1989 r., a zwłaszcza w okresie formowania i po uformowaniu rządu Mazowieckiego, była jednoznacznie prozachodnia, zmierzająca do ustanowienia równoprawnych stosunków z ZSRR i otworzenia drogi do integracji z zachodnią Europą. Polityka „małych kroków”, która była istotą postępowania głównego nurtu „Solidarności”, okazała się drogą niezmiernie skuteczną nie tylko dla Polaków, ale też dla narodów sąsiednich.

 

 


prof. Andrzej Friszke (ur. 1956) – historyk, wiceprzewodniczący Rady Instytutu Pamięci Narodowej. Związany z Instytutem Studiów Politycznych PAN. Był redaktorem w „Tygodniku Solidarność”. Członek redakcji „Więzi”.