Wrocław – Tożsamości i pamięć kulturowa
Wrocław jako miejsce pamięci jest młodszy, niż pozwalałaby przypuszczać tysiącletnia historia tego miasta. Pamięć o jego średniowiecznej przeszłości jest słabo widoczna. Może się to łączyć z faktem, że miasto rozwijało się w konflikcie z możnowładcami, z jednej strony z księciem czy królem, a z drugiej strony w konfrontacji z biskupem.
Miasto systematycznie marginalizowało obie rywalizujące ze sobą władze. Dominowało jako wolne miasto ze swoim bogactwem i miejskim patriotyzmem. Ukształtowanie się szczególnej świadomości, aby nie powiedzieć – ukonstytuowanie się pamięci kulturowej, nastąpiło dopiero w okresie humanizmu i renesansu. Tym samym Wrocław uczestniczył w ogólnym rozwoju europejskim. Wzorce dostarczyły Italia, Rzesza niemiecka oraz nowe uniwersytety. Podróżujący uczeni wrocławscy przywozili je ze sobą do domu.
Aby przedstawić Wrocław jako miejsce pamięci, w dalszej części krótko nakreślam pięć tematów: wrocławskie mity – symbole – obrazy historyczne – pomniki – oraz koniec niemieckiego Breslau.
1. Mity
Najnowsza historia Wrocławia zna kilka swoich mitów. Atak z zaskoczenia, dzięki któremu Fryderyk Wielki w 1741 r. okpił od wieków niezwyciężone miasto Wrocław albo legendarne ostanie się miasta i kraju w wojnie siedmioletniej. Bitwa pod Lutynią w 1757 r. rozstrzygnęła o panowaniu nad Wrocławiem i Śląskiem, ale „Choral von Leuthen“ („Chorał z Lutyni”) i inne manifestacje pruskie nadały decyzjom politycznym religijny charakter protestancki, o którym we Wrocławiu często przypominano, mimo że był on dziwnie skontrastowany z wolnomyślicielstwem króla pruskiego.
Wspomniane wydarzenie mogło zatem przybrać wymiary mityczne, ponieważ było związane z przezwyciężeniem straszliwych niebezpieczeństw. Tylko jednokrotnie w swojej historii Wrocław cieszył się szczęściem wielkiego momentu politycznego. To tutaj w 1813 r. polityczni i duchowi przywódcy młodej Europy spotkali się, aby odrzucić napoleońskie jarzmo. Wrocław nie był jedynie sceną, na której rozegrała się ta sztuka, bowiem entuzjazm spieszących do broni wrocławskich studentów wzmacniał morale wyzwolicielskich wojsk oraz polityczne nadzieje epoki przedmarcowej. Wśród wrocławskich lieux de mémoire szczególne znaczenie ma rok 1813 w którym miała miejsce królewska odezwa „An mein Volk“ („Do mojego ludu”) oraz ustanowienie odznaczenia Żelaznego Krzyża. O doniosłości tych wydarzeń niech świadczy fakt, że miasto pielęgnowało miejsca pamięci związane z rokiem 1813 i żadnego ze swoich historycznych momentów nie wspominało chętniej niż tego.
2. Symbole
Pięcioczęściowy herb nadany miastu w 1530 r. przez Karola V został umieszczony po zachodniej stronie ratusza w 1536 r., a potem aż do XX w. również na wielu budynkach miejskich. Stał się on logo miasta, spopularyzowanym w niezliczonych publikacjach, a nawet na pokrywach studzienek kanalizacyjnych. Tradycyjny herb dawnego Wrocławia został usunięty dopiero aktem samowoli gauleitera Josefa Wagnera w 1938 r. Jego chrześcijańskie czy słowiańskie odniesienia nie odpowiadały już duchowi czasu. Wagner dekretem nadał miastu nowy dwuczęściowy herb, którego dolna połowa przedstawiała Żelazny Krzyż z 1813 r. Był on niczym omen zapowiadający nadchodzące lata i nie zyskał akceptacji. Również herb obowiązujący później w polskim Wrocławiu był zdechrystianizowany. Chwila, kiedy w 1990 r. za rządów ówczesnego prezydenta miasta Bogdana Zdrojewskiego, patrona konferencji „Miejsca pamięci w Europie Środkowo-Wschodniej“, Wrocław ponownie przyjął swój dawny herb z 1530 r. pozostanie nieocenionym znakiem zwrotu i historyzacji.
Do Reformacji Archikatedra św. Jana Chrzciciela we Wrocławiu uchodziła za pierwszy budynek w mieście, kolejne były oba kościoły parafialne, a następnie świecki budynek ratusza. Perspektywa protestancka zmieniła tę kolejność. Katedra została odsunięta na bok. W zmaganiach o optyczną dominację nad Wrocławiem miasto już w latach osiemdziesiątych XV w. wzniosło jedyną wieżę Bazyliki św. Elżbiety Węgierskiej na pokaźną wysokość 130 m, tak że w 1529 r. zawaliła się pod własnym ciężarem. Również potem, przy zredukowanej wysokości 91 m wieża pozostawała optyczną koroną miasta.
Od połowy XIX w. Wrocław był już wielkim miastem niemieckim z imponującymi nowymi budynkami administracyjnymi, domami towarowymi, zabudowaniami fabrycznymi, wieżami ciśnień i mostami. Żadna z tych budowli nie dawała się jednak porównać ze śmiałą konstrukcją Hali Stulecia, która została wzniesiona w 1913 r. celem upamiętnienia roku 1813. Była awangardową budowlą, która jak żadna inna reprezentowała Wrocław nowoczesny i demokratyczny. W czasach Republiki Weimarskiej nazywano ją „Katedrą Demokracji”. Trzecia Rzesza dostrzegła jej potencjał jako sceny propagandowej i narodowego miejsca kultu. W świadomości Wrocławian Hala Stulecia od samego początku była jednym z dumnych symboli, na równi z Ratuszem, Archikatedrą i Uniwersytetem. Wszystko inne w porównaniu z nimi się kryło.
3. Obrazy historyczne
Jako świadome własnej wartości wielkie miasto z żądną władzy elitą Wrocław dysponował tłumem wielbicieli i poetów, który był na jego usługi. Chwała Wrocławia wypełniała małe antologie, ale rzadko wychodziła poza banały. Cóż w końcu znaczyło, kiedy Martin Opitz sławił miasto jako „kwiat Europy”, a cesarz Leopold nazywał je „najszlachetniejszym kamieniem w swojej koronie”? Już akt erekcyjny nigdy niestworzonego uniwersytetu z 1505 r. sławił „wspaniałą i szczęśliwą naturę miejsca […], doskonałość jej znakomitych porządków” oraz twierdził, że „dzięki kulturze i wykształceniu jego obywateli z łatwością przewyższa wszystkie miasta Niemiec“. Niedługo zaczęły tego dowodzić uczone opisy miasta, których śladem ruszyła od XVIII fachowa literatura historyczna i krajoznawcza.
Historyzm XIX-wieczny ożywił ducha miejskich tradycji i doprowadził do powstawania towarzystw historycznych oraz muzeów historii miasta. Odtąd zaczęto nadrabiać to, czego wcześniej nie przekazał żaden obraz. Urodzony we Wrocławiu Adolph Menzel potrafił w twórczy sposób wczuć się w życie Prus czasów Fryderyka. Część jego najważniejszych dzieł, które dziś znajdują się w Berlinie, najpierw wisiało we Wrocławiu. Śląskie Muzeum Sztuk Pięknych posiadało natomiast „Honorową salę historii Ojczyzny”, pełną obrazów i rzeźb o tematyce historycznej.
4. Pomniki
W świadomości zbiorowej Wrocławian długo utrzymywała się pamięć o wielkich nieszczęściach, które dotknęły miasto: siarczyste mrozy, wylewanie Odry, plagi szarańczy, głód, pożary, dżuma i cholera. Rzadkością są wprawdzie obrazy przedstawiające je, wybijano natomiast pamiątkowe medale, pisano wiersze, pamięć o nich przetrwała również w tradycji ustnej. Przykład stanowi przekaz, że droga do Bazyliki św. Elżbiety była wybrukowana płytami nagrobnymi, pod którymi leżeli straceni buntownicy z 1420 r., których haniebną pamięć Wrocławianie deptali. W najprawdziwszym sensie wstrząsnęła miastem tragedia z roku 1749 - eksplozja wieży prochowej w centrum Wrocławia, która pociągnęła za sobą liczne ofiary i ogromne zniszczenia.
Potrzeba przypominania o znaczących osobowościach i wydarzeniach przy pomocy pomników pojawiła się dopiero w XIX w. Do tego czasu wszystkie ulice i place nosiły nazwy, które wskazywały na ich topografię, sąsiedztwo kościoła lub istniejące tam pracownie rzemieślnicze. Zmieniło się to, kiedy w 1823 r. powołano komisję ds. rewizji wszystkich nazw ulic i numerów domów. Wówczas rozpoczęła się fala przemianowań, która pokryła miasto przede wszystkim pruskimi nazwami.
5. Epilog
Z końcem wojny Wrocław stał się miejscem pożegnania. Utrata ojczyzny oznacza więcej niż tylko materialne wywłaszczenie. Oznaczała wyrwanie ze znanego otoczenia, ze społecznego bezpieczeństwa, z sieci rodziny i znajomych, oderwanie od domów i grobów. Tej traumy musieli doświadczyć pierwsi Wrocławianie narodowości żydowskiej, którzy od 1933 r. byli zmuszani przez narodowych-socjalistów do emigracji; nie wolno też zapomnieć ok. 8 tys. wrocławskich Żydów, którzy od 1941 r. byli deportowani i padali ofiarą bezlitosnego unicestwienia. Wrocławskie dworce stały się lieux de mémoire, najpierw dla Żydów, a potem już dla wszystkich innych Wrocławian. Miejski exodus rozpoczął się z końcem stycznia 1945 r., wcześniej władze polityczne do niego nie dopuszczały. Kiedy ludność w końcu została jednak wezwana do opuszczenia Wrocławia, odbyło się to w pośpiechu, bez planu i w zabójczym zimnie. Dziesiątki tysięcy ludzi rzuciły się na Dworzec Główny i Dworzec Wrocław Nadodrze, aby wsiąść do pociągu dającego nadzieję na ratunek. Dla wielu osób godziny spędzone w rozpaczliwej nędzy na przepełnionych dworcach należą do ostatnich wspomnień z Wrocławia. Niewielu spodziewało się, że będzie do pożegnanie na zawsze, a Wrocław pozostanie dla nich już tylko miejscem bolesnej pamięci. Ci, którzy wytrwali w mieście i przetrwali czas oblężenia, niedługo znaleźli się w obcym mieście. Czekało ich wydalenie, w skutek którego Wrocław stał się miastem bez Niemców.
prof. Norbert Conrads (ur. 1938) - niemiecki historyk. Do 2003 roku profesor Historii Nowożytnej na Uniwersytecie w Stuttgarcie i kierownik projektu "Historia Śląska". Jest autorem licznych badań w dziedzinie edukacji i historii społecznej Śląska.