Na początku XX wieku Tadeusz Boy-Żeleński zaliczył Lwów do najważniejszych polskich miast. Pisał:
„Kraków, Warszawa i nasz Lwów prastary,
Ten beniaminek wszystkich polskich serc,
Naszego ducha wszak to trzy filary,
Naszej kultury tyleż dzielnych twierdz”[1].
W czasie, gdy powstawała pieśń Boya Lwów był pierwszym miastem Polaków. W nim mieściły się główne polskie ośrodki życia politycznego, naukowego i kulturalnego. Uniwersytet, który nosił jeszcze imię cesarza Franciszka I, odwoływał się już wyraźnie do aktu fundacyjnego wydanego przez króla Jana Kazimierza w styczniu 1661 r., ale – co najważniejsze – jego pozycja naukowa nie ustępowała starej Wszechnicy Jagiellońskiej, a w wielu dziedzinach znacznie ją przewyższała.
Podobnie rzecz się miała z teatrem, którego przepiękny gmach, według projektu Zygmunta Gorgolewskiego, nakrył właśnie lwowską rzeczkę Pełtew; literaturą, którą w ówczesnej „stolicy polskości” tworzyli m.in. Gabriela Zapolska, Władysław Bełza i Maria Konopnicka, a nieco wcześniej Aleksander Fredro, Jan Lam, Józef Ignacy Kraszewski, Walery i Władysław Łozińscy i Seweryn Goszczyński, czy sztuką. Ze Lwowem związali się przecież na wiele lat wybitni malarze, jak Juliusz Kossak, Henryk Rodakowski, Jan Styka, czy Artur Grottger. Ten ostatni mawiał „kocham to moje Lwowisko i nic o nim złego powiedzieć nie pozwolę”[2]. Spośród licznych znakomitych rzeźbiarzy wymieńmy tylko Juliana Markowskiego, Antoniego Popiela, Tadeusza Barącza, a spośród wytrawnych architektów Juliana i Alfreda Zachariewiczów.
Już w wiekach wcześniejszych pisano o Lwowie, że jest on: „tarczą i murem”, „najznakomitszą warownią Rzeczypospolitej”, „miastem najprzedniejszym województwa ruskiego”, „Rzeczpospolitej przeciw wrogom osłoną”, etc.[3] Później, to Lwów odznaczony został przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego w dniu 22 listopada 1920 r. srebrnym krzyżem Orderu Virtuti Militari - za wybitny wkład w odrodzenie Polski i wojnę polsko bolszewicką 1919-1920. Jakżesz o takim mieście można zapomnieć? Jakżesz usunąć go z polskiej świadomości, z polskiej pamięci? Przecież przez sześćset lat był ośrodkiem z dominującym żywiołem polskim, był też jedną z polskich stolic - bo czyż Królestwo Galicji i Lodomerii nie było od lat sześćdziesiątych XIX stulecia krajem polskim? Przecież nie ulega wątpliwości, że język, kultura i społeczność polska były dominujące, choć jednocześnie rozwijała się kultura i język ukraiński.
Pamięć, jak wiemy, bywa ulotna. Nie wszystko, co wydarzyło się w naszym życiu pamiętamy. Nie wszystko też chcemy pamiętać. Mówi się czasami, że pamięć jest wybiórcza. Jedną z najważniejszych cech pamięci indywidualnej jest subiektywność. Nawet to samo wydarzenie zapisuje się w różny sposób w pamięciach jego uczestników. Oprócz pamięci indywidualnej mówi się też o pamięci zbiorowej – bez wątpienia uzależnionej od pamięci indywidualnej, a także o pamięci narodowej, o pamięci państwowej, o pamięci pokoleń, etc. Jaka jest owa pamięć w stosunku do miejsc takich jak Lwów? Czy dziś możemy mówić o polskiej pamięci o Lwowie, kiedy pokolenie tych którzy pamiętają „Polski Lwów” odchodzi[4]. Przecież Lwów w pamięci tych, którzy widzieli go po 1939/1946 r. będzie inny od Lwowa, tych, którzy pamiętają go sprzed II wojny światowej. Mimo to pamięć o mieście pozostanie. Pokolenie pamiętających polski Lwów zadbało, mimo zakazów w okresie PRL, aby przekazać obraz swojego miasta. Często był to obraz „raju utraconego”, bo tęsknota za ojczystym miastem, z którego wypędzono potęgowała złość, a jednocześnie idealizowała miasto. Mimo to w świadomości kolejnych pokoleń Polaków Lwów będzie nieco innym miastem. Zawsze jednak wyjątkowym, którego wyjątkowość leży być może w „cieniu granic”[5], czy też w świadomości „tygla kulturowego”, jaki niegdyś stanowiło.
Dla pokolenia pamiętającego polski Lwów, miasto pozostanie już na zawsze obiektem wzruszeń i westchnień, czymś najdroższym, odebranym złowrogą siłą[6]. Jednocześnie będzie to ważny lub najważniejszy ośrodek naukowy i kulturalny (uniwersytet, politechnika, radio, teatr) i miejsce bohaterskiego czynu młodych polskich „Orląt”. O takim Lwowie pisali między innymi Zbigniew Herbert i Marian Hemar. Taki Lwów istnieje w ich świadomości.
Pokolenie wychowywane w PRL postrzega stolicę Małopolski Wschodniej, jako bastion polskości na „magicznych” Kresach, „miasto zawsze wierne Polsce”, silny ośrodek naukowy i kulturowy. Jednocześnie pamięta, że był on silnym ośrodkiem nacjonalizmu ukraińskiego. Dla tego pokolenia, o dziwo, Lwów to także „mistyczny raj utracony” i miasto najważniejsze w Polsce międzywojennej, doświadczone przez obydwu okupantów. Takie patrzenie na Lwów przez przedstawicieli „skażonego” pokolenia wychowanych w PRL-u dowodzi, że próby pokazania Lwowa, jako miasta ruskiego, ukraińskiego, które miały wówczas miejsce i objawiały się w zakazie prowadzenia badań nad dziejami miasta (jak i innych włączonych do składu ZSRR) nie przyniosły efektu.
Zupełnie inne spojrzenie na Lwów prezentuje pokolenie najmłodsze, wychowane już w wolnej Polsce. Większość utożsamia Lwów z Cmentarzem Orląt Lwowskich, do czego przyczynił się szeroko opisywany w mediach konflikt wokół otwarcia cmentarza[7]. Pewna część wie o początkach polskiego harcerstwa, o pierwszych polskich klubach sportowych oraz Kazimierzu Górskim (legendarnym polskim trenerze piłki nożnej, urodzonym we Lwowie). Dla części tego pokolenia Lwów kojarzy się z Ukrainą, a dla innej z „polskością Kresów”.
Jak zmienia się pamięć zbiorowa, tak i będą zmieniać się miejsca pamięci. Dopóki istnieje naród, musi istnieć jego pamięć zbiorowa, ale owa pamięć nie jest stała. Pamięć o Lwowie, jako miejscu pamięci ewoluuje. Konflikty historyczne z czasem zatrą się, a ich miejsce zajmą elementy, które zbliżają. Lwów może łączyć, a nie dzielić. Ma po temu znakomite uwarunkowania historyczne. Potrzeba tylko mądrej polityki historycznej i upływu czasu. Można sobie wyobrazić, że za kilkadziesiąt lat miejsca takie jak Cmentarz Orląt będzie łącznikiem pomiędzy narodem polskim i ukraińskim, jako miejsce pamięci walki młodych przeciwko złu, którym był wojujący bolszewizm.
Na koniec zastanówmy się nad tym, jakie miejsce winien zajmować Lwów w świadomości Polaków? Czy na Lwów mamy patrzeć przez pryzmat Cmentarza Łyczakowskiego i Cmentarza Orląt Lwowskich? Na pewno tak, ale nie tylko. Bo Lwów, to z jednej strony miasto konfliktu narodowego, a z drugiej – dziś ważniejszej i godnej podkreślenia – „bardzo przyjemne miasto” z tytułu dzieła Stanisława Wasylewskiego[8], „altana pośród raju”, z pochodzącej z przełomu szesnastego i siedemnastego wieku relacji Marcina Grünewega[9], „miasto, które się zawsze uśmiecha” z listów Kornela Makuszynskiego[10]. Nawet w latach trzydziestych XX w. jako miasto przyjemne i tolerancyjne postrzegał Lwów obcokrajowiec - korespondent „National Geografic”. Cóż dodać - „miasto jak brylant”,
Winniśmy bardziej zwrócić uwagę na Lwów jako ośrodek, w którym współżyły ze sobą różne nacje, religie, kultury[11]: Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Ormianie, Niemcy, Czesi, Węgrzy, Rosjanie i inni; jako najsilniejszy w okresie II Rzeczypospolitej ośrodek nauki ze znakomitym Uniwersytetem Jana Kazimierza, na którym wykształciły się szkoły naukowe: matematyczna (Hugo Steinhaus, Stefan Banach), filozoficzna (Kazimierz Twardowski), historyczne (np. Ksawery Liske, Szymon Askenazy, Stanisław Zakrzewski), prawnicze (m.in.: lwowska szkoła prawa karnego Juliusza Makarewicza, lwowska szkoła prawa prywatnego Ernesta Tilla, szkoła historii prawa kanonicznego Władysława Abrahama, szkoła historii prawa polskiego Oswalda Balzera). Nie możemy pominąć Politechniki Lwowskiej, której profesorami byli znakomici uczeni i politycy zarazem, jak Ignacy Mościcki (w latach 1926-1939 prezydent RP) i Kazimierz Bartel (trzykrotny premier rządu RP: 1926, 1928-1929, 1929-1930), a także innych lwowskich szkół wyższych, jak Akademia Medycyny Weterynaryjnej czy Akademia Handlu Zagranicznego[12].
Lwów winien jawić się także, jako ośrodek kultury, posiadający znakomity teatr, radio (nadające przed wojną najpopularniejszą w Polsce audycję – „Wesołą Lwowską Falę” z tekstami Wiktora Budzyńskiego i ze świetnymi komikami: Kazimierzem Wajdą „Szczepkiem” i Henrykiem Vogelfängerem „Tońkiem”), organizacje sportowe, w tym najstarsze polskie kluby sportowe (w tym „Czarni Lwów” – 1903 i „Pogoń Lwów” -1904), oraz rozbudowane życie artystyczne i literackie, którego znakomitym moderatorem i krytykiem był niezapomniany Ostap Ortwin, a współtworzyli je tacy twórcy, jak Jan Kasprowicz, Henryk Zbierzchowski, Leopold Staff, Kornel Makuszyński, czy związany ze środowiskiem lwowskim drohobycki mistrz Bruno Schulz. We Lwowie powstał też polski skauting (harcerstwo) założony w 1911 r. przez Andrzeja i Olgę Małkowskich. Nie można też nie zauważyć, że Lwów był ważnym miejscem w dziejach przemysłu naftowego (we Lwowie przeprowadzono proces destylacji ropy naftowej i wynaleziono lampę naftową – Ignacy Łukasiewicz, Jan Zeh) oraz handlu[13], a także najważniejszym polskim ośrodkiem prawniczym[14].
Lwów winien stać się „altanką pośród raju” nie tylko dla Ukraińców; nie tylko dla Polaków, ale dla każdego, kto w jakikolwiek sposób z miastem czuje się związany, jak piszący te słowa, który nie ma żadnych rodzinnych powiązań ze Lwowem, nie zna miasta z opowiadań dziadka, ale z własnego wielomiesięcznego zamieszkiwania we Lwowie i poznawania tego niezwykłego miasta.
dr Adam Redzik (ur. 1977) – historyk i prawnik. Pracuje w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji UW oraz na Wydziale Prawa i Administracji UKSW. Był stypendystą Europejskiego Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów.
1 T. Boy-Żeleński, Pieśń o naszych stolicach i jak je opatrzność obdzieliła, 1907.
2 Za S. Wasylewski, Bardzo przyjemne miasto, [reprint], Katowice 1990, s. 2.
3 Zob. K. Grodziska, Miasto jak brylant… Księga cytatów o Lwowie, Kraków: Universitas 2007.
4 K. Karolczak, Polska pamięć o Lwowie…, „Palestra” 2006, nr 9-10, s. 153-154.
5 Porównaj interesujące rozważania Mariana Mudrego – Historie Lwowa, czyli miasto w cieniu granic, „Palestra” 2006, nr 9-10, s. 166-174.
6 Na temat ostatnich lat polskiego Lwowa zob. m.in. G. Mazur, J. Skwara, J. Węgierski, Kronika. 2350 dni wojny i okupacji Lwowa, 1 IX 1939 – 5 II 1946, Katowice 2007.
7 Na temat cmentarza Orląt zob. m.in.: S. Nieciaja, Cmentarz Obrońców Lwowa, Wrocław 1990; J. W. Wingralek, Tam, gdzie lwowskie śpią Orlęta, Warszawa 2001; M. Gałęzowski, „Tu leży żołnierz polski poległy za Ojczyznę…”, „Palestra 2007, nr 11-12, s. 163-167.
8 Zob. S. Wasylewski, Bardzo przyjemne miasto, Poznań [b.r.w.]; reprint, Katowice 1990.
9 Zob. M. Mudryj, Historie Lwowa, czyli miasto w cieniu granic, s. 174.
10 Za K. Grodziska, Miasto jak brylant…, s. 193.
11 Zob. np. J. Tomaszewski, Ojczyzna nie tylko Polaków, Warszawa 1985 – Lwów pojawia się na stronicach opracowania, jako ośrodek kultury polskiej, ukraińskiej, ormiańskiej.
12 Zob. A. Redzik, Szkic z dziejów szkolnictwa wyższego we Lwowie, „Niepodległość i Pamięć”, nr 24, 2006, s. 93-109.
13 Znaczącą rolę w życiu Lwowa odgrywały, od końca XIX wieku, wystawy krajowe, czy też w okresie II RP Międzynarodowe Targi Wschodnie
14 W okresie autonomii galicyjskiej i II RP Lwów posiadał największą w kraju ilość adwokatów, kilka znakomitych czasopism prawniczych, przede wszystkim zaś znakomity Wydział Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza, na którym tworzyli luminarze polskiej nauki prawa, jak Juliusz Makarewicz, Ernest Till, Roman Longchamps de Berier, Aleksander Doliński, Stanisław Starzyński, Ludwik Ehrlich, Kamil Stefko, Kazimierz Przybyłowski, Oswald Balzer, Władysław Abraham, Leon Piniński i inni. Zob. m.in. A. Redzik: Wydział Prawa Uniwersytetu Lwowskiego w latach 1939-1946, Lublin 2006; Z dziejów adwokatury lwowskiej, „Palestra” 2006, nr 9-10, s. 157-165.